Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisk opon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisk opon. Pokaż wszystkie posty

marcowanie

a co by było gdyby
okazało się, że ja
jestem kimś całkiem innym
niż myślisz, że mnie znasz

to będzie refren nowej piosenki
o miłości

przyszedł czas na pisanie harlekinów na znoszenie ciepłych cierpliwych jaj
wtrącam się między wódkę a zakąskę, bo wódka to świat, a zakąska to ja
usłyszałam o sobie tyle złych słów z twych ust, nie zostawiają złudzeń
przeglądam się w twojej mgle jest jak w telewizji, polski o miłości smutny film
stopy parzą mnie, dłonie w stawach więdną
rany lepią się, brud przywarł, woda utleniona utleniła moc

tak boli serce, ktoś ostatnio powiedział, że od tego można umrzeć
ja nie umrę, ja z miłości nie umrę, bo nie wiem co to jest





zmyślone_02

Dramatis personæ



śniło mi się że
że
zmarłej babci dłonie całowałam ślinę zostawiałam
ona się budzi z martwych i mnie całuje w zamian
po rękach mnie w te i nazad po tych rękach
ja się oddaję poddaję odpływam ufam ufam ufam
babcia się w swojego brata zmienia
zmarłego wujka Leona
budzę się

tęsknię za zmarłymi
cieszę się że naukowiec kardiochirurg odnalazł drogę do wiecznej świadomości
udowodnił że re ligant ponowne połączenie to jedynie kwestia śmierci

tato to dobrze że cię kocham i mamę


planety się podobno śmieją

zmyślone_01

widocznie jesteś wzięta fajna masz piar rekomendacje dobre tadam tadam
widocznie nie musisz być doskonalsza wzdłuż i wszerz wystarczy pudru tadam tadam
widocznie twoja psychosoma jak kalejdoskop wynurzenie głębia tadam tadam
widocznie starczy kołowrotka maszynka zacięcie ślad brwi łuk w mig znikł

wygięta czerwona butelczyna z perfumami
wyglądasz przez okno a tam mięsień naderwany
stos listów klamerką spiętych odpisz miękką rączką
kłaki kocie zliż perłą usta zwilż

moteczek wełenki się snuje po ścianie
widocznie nieświadom pan bóg jest odnowy
widocznie się skrapla tęczową obrączką
moteczek wełenki się uniósł i chrząka
i chrząka i stęka i gna coraz prędzej
to tak to to tak to to tak tadam tadam
para buch kolejny znika duch
obłędem byłoby nie nucić tadam tadam

symetria rozkoszy wszak co za różnica gdzie niebo spadnie ci na łeb
tadam tadam






z cyklu: wcelowałam w środeczek

zapalamy wspomnienia na płytach nagrobnych
całe wielkie cmentarze ludzkie tlą się wspomnieniami
różnobarwnymi światełkami pośród zgniłych trucheł
żyć naszych powątpiewających, powściągliwych, powtarzanych
kamera nadjeżdża na koniu na biegunach i się kolibie
w te i nazad
martwi cię, że ludzie tylko nieznacznie biodrami kręcą
gabinet figur woskowych
a ja myślę, że oni ledwo dają radę przyjść
bywają tu, bo odhaczyć się muszą
muszość ich dozgonnie obroni przed odwagą wyjścia w trakcie
wszystko jedno kto gra na basie

 a ty kochany przyjacielu z kamienia rzeźbiony
potrząśnij głową, zmuszam cię, przysięgnij
że mnie odwiedzisz i powiesz, gdzie drzemią twe sny

przy nowej

obierać nie obierać ziemniaki w skorupkach ludzie w pancerzach
brzuchy twarde od kamieni zatwardzenie murowane
ze smutku przestałam się trząść na odgłosy spod podłogi
w kominku dwa ognie skuś baba na dziada
takie wieczory po trzydziestym trzecim skręcie w prawo
czyli teraz mogę w lewo uff jak dobrze
uff jak przyjemnie podszewką na wierzchu nonszlancko unieść brwi
nie mieć poczucia winy
że
odcina się człowiek od człowieka w imię człowieka w sobie
żeby ozdoby były jak ludzkie cierpienie piękne
to by świat błyszczał oślepiał i byśmy umarli
wszyscy na jednym wdechu zachwytu



on ona ono



dziób dziób podzióbałam harmonię, zbyt wysokie progi jak na moje ciche trąbki eustachiusza miękkie rozmiękłe rozpulchnione jak ścianki pochwy w deprywacji menstruacji ciepłe
to taka większa trąbka ta pochwa w sumie
trąbić się nauczyła z biegiem lat bieg bieg pogoń za czułością miłością uwagą powagą
a tu śmieszny cyrk nieśmieszny
walizki jedna pod drugą poczekalnia dworcowa minimal po japońsku i zeniczność
tu są skarpetki, większość niesparowana
a tu są podpaski i majtki, większość to figi luźne 
żelaziście tu u ciebie, no wiem wiem
ogień tak tańczy z piorunami, lustra nie beczą już ani jednym szlochem smarką glutem łzą
wiatr przywiał siłę, czołg i armata wojenna sterowane dookreślonym strachem zagrały va banque
śmierć albo życie, nie zakładamy welonu, drużba może spać spokojnie, nie będzie wczasów odchudzająco opalających nie ma takich nowin
są wianki jest ogień jest woda kap kap
jest niewyobrażalna siła przetrwania a kuku


przytulajcie swoje dzieci



przymierza się do publikacji siebie
czarująca, wyssana chorobą, miękka
ciepła, wpisana w temat główny
nurtem lewego dopływu kręgosłupa





w nocy przyszły kury, w szponach trzymały pudełka pękate 
czerwone i fioletowe pudełka emocji
od zarania dziejów zacieśniających szparę w gardle
niewytłumaczalnych przez amerykańskich naukowców
ni japońskich 
szklankę wody z cytryną poproszę
i czekoladę z pestkami z psa


wróciłam



brakuje mi tchnienia swobody
za dużo jestem małpą w cyrku
nie chybię
wiem
jestem córką swoich matek
cesarzowa stoi po środku
sformatowania potrzebuje świat
kuracja sama nie przetrwa naporu
gryząca drapieżna ludzka hiena
wstrzymać produkcję, wyplenić
boso przez bajkę o dobrym życiu
ciepłe kluchy już dawno wypadły z żurnala
ździebka czasu na posklejanie brak
trwoga w berku zdobywa punkty
ani boga ani pana kanapa składana
pod kanapą Augiasz stajnię ma
zamieć mnie zamieć mnie jeszcze raz
przepuść nurt możliwych rzek

(superwizor wypadł z okna i połamał się
superwizor krucjata wzorzec mama tata)
w żyle płynie mieszanina
substancji cudotwórczych
zamazana powściągliwość
kałowych mas

jestem w środku pętli czasu
w koło wodzę okiem złym
rozczesuję bunt widelcem
źle ma się świat

nie ma już ludowych złudzeń
są zastrzyki z ptomainy
są tęczowe sny za miedzą
krasnal ogrodowy

kraj

wsadziłam pręt zbrojeniowy do odbytu
wystaje gardłem i już jestem uzbrojona
w cierpliwość tkliwość potulność i ofiarność
już się nie chylę od norm nie chybię zachowań
już się nie krzywię
nie zginam 
nie składam
już od teraz będę wreszcie kapitalna idealna
już nie będę mieć krzywicy
bo w kraju słońce świeci przecież regularnie

już nie dręczę już nie męczę już nie kąsam
już się można ze mną bratać żenić mężyć
bo już jestem spokojna wyważona i statyczna
jako zjawisko chorobowe przebiegam łagodnie
i nie ma po mnie komplikacji i negacji
nie wydrążam
nie pogrążam
nie obciążam
już nie będę mieć miażdżycy
bo w kraju tętno przecież jest normalne





do kogo wymierzyć pytanie
co się robi, gdy czuje się wrogość.
gdy się nie ma do kogo wymierzyć.
nie swoją wrogość, swoja jest cienka póki co i jest głuchoniemą reakcją na wrogość odczuwalną
ciałem i krwią.
usiąść w fotelu jak w intersiti
podłączyć kabel do gniazdka i wypuścić w świat strumień złożony z liter.
bełtem teraźniejszości.
paniką o jutro, pogrzebanym szczęściem z wczoraj.
bo to było wczoraj.
a teraz pada deszcz, leje pionowo.
a teraz grzęznę w braku przyjaźni na obczyźnie.

zaufanie potargane, już kiedyś dawałam tego świadectwo.
i kurwa co nic gówno nóżki zawiązane łańcuszkiem. zimne nóżki.
plac zabaw.
jakiś taki duży, jakby za duży.
wysokie huśtawki do nieba łańcuchowe i drabina do zjeżdżalni w wyszczerbione szczeble.
wchodzę, bo zdaje się, że bez wejścia się nie obejdzie.
idę idę idę się wspinam i się wyginam.
weszłam.
i teraz co?
nie wiem jak się poprawnie zjeżdża.
poprawnie więc stoję i się tępo gapię i nie mam lęku wysokości tylko lęk wielkości.

mówi mi tu podskórnie chrabąszcz z połyskiem na pancerzyku
że dajemy radę żyć
mimo, że dziwne to życie.
jakieś takie duże, jakby za duże.
kawa smakuje niedoborem osoby, z którą zechciałabym natychmiast ową z pianką spijać.
myśl kształtuje obraz ofiary złożonej z trudnych wzorów nauk ścisłych.
papieros przyspiesza perystaltykę jelit.
za mało mamy płci kulturowych, żeby się swobodnie poruszać - biodrami na boki
i rączki miękkie, paluszki wiotkie u rosłego mężczyzny - ciota
a ja jestem babą herod
a ona motocykle podwiesza, a wzrostem zasłużyła na rolę pchły szachrajki.

moja twarz przypomina masę solną z mąką ziemniaczaną
jasna, zimna, gładka.
moje nogi przypominają paliki geodezyjne.
wbiły się w życie nareszcie, można by rzec.
przekroczenie własnych ograniczeń - wspomnień nić pęka
pełnia w skorpionie.
zdrętwiała mi lewa noga od trzymania jej pod brodą. zgiętą w bucie w kwiatki.
beatyfikowały się uchwały.
teraz będę stawiać kropki.
dopalam te papierosy i zmieniam te pościele.
bo właśnie teraz się wyśpię.
sztukę zrobić z nieuchwyconego.
zadanie na noc. znaleźć uchwyt. trzecia dwanaście czasu plus jeden.
księżyc w nowiu.
dobry wieczór, pani konstancja wróciła na salony
jeszcze mam do wysiedzenia jajo
więc dopasujmy się, będzie miło
oraz zieleń w czerni
ju nou
jedna drugiej przez ramie o nie o nie
o niej

bola mnie plecy a ciebie
a co
jak sie czujesz
bola mnie kolana

kiedy ostatnio mi tak swojo bylo nie pamietam
moze wszystko zapominam

batery lou mast bi
zonkile tez tu maja w doniczkach a myslalam ze to ojczyste kwiaty
a to maki
a to bylo uwolnienie
uwojnieniu sie mowi nie o nie
99 luft balons

ktos gra na gitarze elektrycznej
nie bedziesz miala grubszych ud od szwedzkiego cistka
nie zgubilas buta

tylko nie zasnij w drodze na seks

tylko wstan a najlepiej to podniesmy sie razem
na trzy cztery
samo wychodzi samo wyzwala samo wylatuje samo wyje
nie tlumic gniewu nie tlumic nienawisci nie tlumic siebie
trzeba ocalic swiat fantazji
no krzyknij wreszcie to imie baranie

szlajam sie
po sobie

ps. mosc to legowisko bo jestem w drodze
ps. jadlam liczi zywe nie w wannie tylko w kucki
ps. bede jak ciocia z nrd przywioze jedzenie co u nas za drogie w mini europie na wilsona
ps. ju nou dis szort sentens

ani kawy ani kaszy

dzień minął ze snem o wycinaniu skalpelem twarzy kolegi z zespołu
równym cięciem cięłam każdą linię głęboko i starannie
potem byłam w chinach na herbacie z koleżanką
coś mi się dzieje z głową umysłem układem limbicznym
mózg na złączach z rzeczywistością miewa sprzęg
piszczy wyrzutem sumienia o siebie
słucham bicia serca
leżę w hamaku
resztka nadmuchanego przepastnego okresu spływa wolno
nie ma człowieka tylko po nim zakątki
czuję się jak w kiepskich warunkach sideł miłości

Luba

kulewno kochana tęsknię za tobą i twoimi piasenkami i żebyś zawsze się śmiała tymi swoimi pięknymi oczkami tralalala i żebyś miała tyle czekolady całego świata ile chcesz i trójząb i twójząb i kocham cię luba i mocno ściskam za duży palec u lewej nogi.