Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śpiąca królewna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śpiąca królewna. Pokaż wszystkie posty

Kto używa doktory to zawsze chory

Ziołolecznictwo w medycynie ludowej cz. I
dr farm. Katarzyna Hanisz

Zdrowie i choroba, przyczyny występujących dolegliwości, zapobieganie im i leczenie należą do problemów, jakie towarzyszyły ludności wiejskiej od najdawniejszych czasów. Tradycyjna medycyna ludowa była zawsze silnie związana z wiedzą empiryczną, a zarazem z przekonaniami religijnymi i magią.

Praktyki o tym charakterze umacniały wiarę w skuteczność zabiegów leczniczych i podawanych leków. Według K. Moszyńskiego, jednego z najbardziej znanych polskich etnografów, medycyna ludowa to "istny węzeł gordyjski, w którym najzawilej splątane są ze sobą technika, wierzenia, czy w ogóle typowe przejawy religijnego życia, a który mimo to stanowi w obrębie ludowej kultury charakterystyczną całość".
Ziołolecznictwo ludowe jest elementem tej całości i tylko tak można je rozpatrywać. W tradycyjnej rodzinie wiejskiej przyczynę chorób upatrywano w dopuście bożym, urokach, przekleństwie i przelęknieniu. Wiele chorób powodował "zły", diabeł i urok. Zgodnie z rozumowaniem ludowym, choroby dziecięce były wywoływane przez wiatr, robaki, złe oko, czarownice. W przypadku wystąpienia jakiejś niedomogi zazwyczaj podejmowano samoleczenie, a gdy to nie odnosiło należytego skutku, szukano pomocy w najbliższej rodzinie, u sąsiadów i znachorów. Korzystanie z usług medycyny oficjalnej utrudnione było zarówno warunkami środowiskowymi, jak i finansowymi. Ludność wiejska najczęściej nie miała odpowiednich środków na opłacenie wizyty u lekarza i zakup leków w aptece. Sytuację tę pogarszały duże odległości siedzib wiejskich od miast i większych miasteczek oraz trudności komunikacyjne. Nie zawsze wierzono też w pozytywny skutek kontaktu z lekarzem. Nie należał on do kręgu "swoich". Był "obcy", a więc niegodny zaufania. Istniało wiele przysłów i porzekadeł dotyczących lekarzy, na przykład: "Kto używa doktory to zawsze chory". "Ten najlepszy doktor co się sam uleczy". "Jak choremu przeznaczone żyć, to bez lekarza będzie żył". Do znachorów lud wiejski miał stosunek dwojaki. Szanowano i ceniono uzdrowicieli za posiadaną wiedzę, ale ze względu na ich kontakty z siłami demonicznymi i znajomość magii bardzo się ich obawiano. Kobiety wiejskie, znachory, guślarze nigdy nie zdradzali tajemnic uzdrawiania ani rodzaju ziół, jakimi leczyli. Dopiero pod koniec życia przekazywali swoją wiedzę jednej wybranej osobie. Środki lecznicze, według rozumowania ludowego, dzieliły się na właściwe (materialne), czyli zioła i ich przetwory, preparaty pochodzenia zwierzęcego i mineralnego oraz mistyczne (odczynianie uroków, zażegnywanie choroby). Często korzystano z kilku sposobów leczenia jednocześnie, ale zawsze towarzyszyły im zioła. Ich pozyskiwaniem trudniły się starsze kobiety-zielarki.
W terapii stosowano rośliny dziko rosnące, drzewa, krzewy lasów i pól. Niekiedy hodowano je w przydomowych ogródkach lub nawet w doniczkach. Zazwyczaj zbierano nadziemne części roślin, często w okresie ich kwitnienia (dziurawiec, dzika róża, żywokost). Wykorzystywano także liście (babka zwyczajna), owoce (bez czarny), nasiona (len), korzenie (arcydzięgiel), korę (kruszyna), gałązki (jemioła), pączki (sosna), soki (brzoza, mak, jaskółcze ziele). Pozyskany surowiec przetwarzano - suszono, wykorzystywano do wyrobu maści (z tłuszczami zwierzęcymi) lub mieszano z miodem, woskiem, żywicą, sporządzano napary, wywary, wyciągi alkoholowe, syropy. Zawsze przestrzegano zaleceń, aby ziół nie suszyć na słońcu, gdyż słońce "wyciąga właściwości lecznicze". Najczęściej suszono je w szopach lub na strychach. Zazwyczaj sporządzano lek z jednego gatunku ziół, rzadko przygotowywano mieszanki ziołowe. Według K. Moszyńskiego do najbardziej popularnych ludowych roślin leczniczych należą: krwawnik i bylica (przeciw krwawieniu), jemioła (przeciw kołtunowi), rozchodnik (przeciw brodawkom), ślaz (przeciw kaszlowi), kopytnik (na choroby nerek i uszu), piołun (na apetyt), szałwia (o właściwościach uniwersalnych). Zastosowanie lecznicze znalazły także warzywa: rzepa, buraki, ziemniaki, pietruszka, zboża, czosnek i cebula. Najwięcej chorób leczono czosnkiem, który stosowano wewnętrznie i zewnętrznie. Zażywany codziennie obniżał ciśnienie tętnicze krwi, natomiast mieszany z gorącym mlekiem był pomocny w nieżytach dróg oddechowych. Z pokrojonej cebuli wymieszanej z cukrem przygotowywano syrop na kaszel. Wywar z korzenia pietruszki miał zastosowanie w dolegliwościach pęcherza i nerek, sokiem z buraków płukano chore gardło, na które robiono też okłady z gotowanych ziemniaków. Do celów leczniczych wykorzystywano płody leśne, takie jak: czarna borówka (przy biegunkach), malina (przeciw przeziębieniom), poziomka (na rany i oparzenia). Świat roślin spełniał istotną rolę w lecznictwie ludowym, a wymienione surowce i ich zastosowanie stanowią tylko nieliczne tego przykłady.

Ziołolecznictwo w medycynie ludowej, cz. II Fitoterapia magiczna
dr farm. Katarzyna Hanisz

Gwarancją sukcesu w dawnym lecznictwie ludowym była magia słowa oraz towarzyszące czynności, podejmowane we właściwym miejscu i czasie. Dotyczyło to zarówno przeprowadzanych zabiegów i kuracji, jak również pozyskiwania środków leczniczych.

Zioła zbierano na miedzach, przy rozstajnych drogach, kapliczkach, krzyżach. Istniała tam granica sacrum-profanum i zdobyty w tych miejscach surowiec leczniczy miał szczególnie silną moc i oddziaływanie. Mech zbierano tylko z krzyży lub figur (nigdy z kamieni). Na Podlasiu obowiązywała zasada zdejmowania mchu aż z pięciu krzyży. Kapliczki i krzyże stawiano na granicach wsi i stąd ich sakralno-magiczna rola, jako miejsca osobliwego. Podobnie było z miedzami, płotami, ścianami domów, oknami. Przekonanie, że zioła zbierane na tych liniach demarkacyjnych mają szczególną wartość leczniczą długo utrzymywało się w kulturze ludowej, jako pozostałość wiary w funkcję przestrzeni. Mniejsze znaczenie miało miejsce przechowywania, przyrządzania i stosowania leków. Wszystkie zabiegi lecznicze przeprowadzano z reguły w domu chorego, często niedaleko pieca. Niekiedy wyznaczano inne miejsca terapii. I tak w przypadku leczenia febry należało stanąć przy topoli, a likwidując brodawki ziarnem grochu stawano przy studni, wykorzystując przy tym magiczną rolę wody w oczyszczaniu organizmu. Oprócz przestrzeni, ważną rolę w ziołolecznictwie ludowym pełnił element czasu. Zioła pozyskiwano głównie rano - przed wschodem słońca, z rosą i zawsze tylko do południa. Dostrzegano zależność między kolejnymi fazami księżyca, a wartością leczniczą ziół. W wielu regionach kraju zbierano je przed pełnią księżyca, bo wówczas miały najwięcej "soków". W kalendarzu ludowym wyznaczono najkorzystniejsze dni dla pozyskiwania roślin leczniczych. Są to wigilie niektórych świąt kościelnych - Św. Wojciecha (23 kwietnia), Bożego Ciała (termin ruchomy), św. Jana Chrzciciela (24 czerwca), św. Piotra i Pawła (29 czerwca), Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia). Ludowa wiara w moc ziół zebranych w te szczególne dni opierała się na tzw. myśleniu magicznym. Podział na odcinki czasowe wiązano też z obserwacją przyrody. Do dzisiaj przetrwała na wsi wiara, że najlepsze są zioła majowe, gdyż miesiąc ten poświęcony jest Matce Boskiej. Jest to również najwłaściwsza pora do zbierania ziół z uwagi na ich powszechne kwitnienie. Czas miał też duże znaczenie w kuracji. Zabiegi lecznicze przeprowadzano najczęściej przy wschodzie i zachodzie słońca. Budzenie się dnia i zapadanie zmierzchu traktowano jako momenty przełomowe, graniczne, z którymi wiązano najwięcej nadziei. Wierzono, że właśnie wtedy odbywa się walka dobra ze złem, a tym samym symboliczne zmaganie się choroby ze zdrowiem. W terapii magicznej niezwykle ważną rolę odgrywały wskazania ilościowe. Przeważnie były to liczby nieparzyste, najczęściej liczba trzy podnoszona do drugiej potęgi - "wziąć trzy pędy ze słodkiej gruszy", "odmówić zdrowaśkę trzy razy", "kąpać chorego na suchoty w wodzie zebranej z dziewięciu potoków", "dziecko kąpać z dziewięcioma osikowymi kołkami". Niektórym roślinom leczniczym nadawano nazwy pochodzące od liczb nieparzystych: dziewięćsił (oset górski), dziewięciornik (dziewanna), pięć żyłek (babka szerokolistna). W kulturze ludowej liczby te oznaczały zmianę, przejście, metamorfozę. W zabiegach leczniczych wyrażały one intencję, aby chory człowiek wyzdrowiał, uwolnił się od swoich dolegliwości.

Zioła sakralne

W medycynie ludowej wykorzystywano także rośliny, które uprzednio zostały poświęcone w kościele. W święto Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego) święcono duże świece Đ gromnice, owinięte w len. Kawałki poświęconego lnu wykorzystywano w leczeniu róży i owrzodzeń. Obwiązywano nim również dzieci, chore z "przelęknienia". W Niedzielę Palmową święcono tzw. palmy, ułożone z gałązek wierzby, tataraku, jałowca, barwinka i widlaka. Poświęconymi gałązkami wierzby symbolicznie uderzano się w Wielkanocny Poniedziałek, przekazując sobie w ten sposób jej żywotność. Do dzisiaj ten zwyczaj zachował się na Kaszubach i jest praktykowany zamiast wzajemnego polewania się wodą. Wierzbowe "baźki", inaczej "kotki" wykorzystywano natomiast przez cały rok, jako lek przeciw bólowi gardła. Często funkcje i znaczenie roślin z wielkanocnej palmy były znacznie szersze i dotyczyły zabiegów zabezpieczających ludzi i zwierzęta przed "złym". Ochraniały one przed piorunem, rzucanymi urokami, gwarantowały dobre plony. Wkładano je w podwaliny domu, do worków z ziarnem siewnym, a nawet do trumny. W Wielką Sobotę święcono potrawy, ogień i wodę. Rytualny ogień wzniecano z ciernistych gałązek głogu i tarniny. Opalone gałęzie stosowano przy bólach zębów. W oktawę Bożego Ciała kobiety święciły wianki uwite z różnych ziół, kwiatów i gałązek. Poświęcone wianki przechowywano w drewnianych skrzyniach lub wieszano przy drzwiach wejściowych do izby i w razie potrzeby wykruszano odpowiednie zioła. Najczęściej były to: macierzanka, ruta, melisa, rumianek, krwawnik, maruna, barwinek. Sięgano po nie przy różnych bólach: zębów, uszu, gardła, brzucha, kobiecych, porodowych, a także w przypadku wrzodów, guzów, krzywicy.

Matki Boskiej Zielnej

W najważniejszy dzień cyklu obrzędowego Đ święto Matki Boskiej Zielnej święcono bukiety, ułożone z jak największej ilości rozmaitych roślin, zarówno tych uprawianych w polu i ogrodzie, jak też dziko rosnących. Zasuszonym roślinom, wchodzącym w skład poświęconego bukietu przypisywano szczególne właściwości lecznicze. Podawano je zależnie od potrzeb, podyktowanych konkretną dolegliwością. Poświęconym ziołom nadawano nazwy, pochodzące najczęściej od imion świętych. Miało to wzmocnić ich wartość terapeutyczną. Wiele z nich dotrwało do dzisiaj, na przykład: klucze św. Piotra (pierwiosnek), pas św. Jana (widłak), warkocze Matki Boskiej (dziewanna), dzwonki Matki Boskiej (dziurawiec), liście Pana Boga (glistnik). Współczesne przemiany w życiu wsi zmieniły charakter lecznictwa ludowego. Powszechna znajomość medycyny oficjalnej nie wyparła jednak całkowicie ze świadomości wiejskich społeczności treści tradycyjnych. Niektóre z dawniejszych praktyk leczniczych bywają nadal stosowane, inne zostały zachowane w pamięci, a tylko część z nich uległa całkowitemu zapomnieniu.

 Dr farm. Katarzyna Hanisz Katedra Historii Medycyny i Farmacji AM w Łodzi

I - http://bez-recepty.pgf.com.pl/index.php?co=artyk&id_artyk=782
II - http://bez-recepty.pgf.com.pl/index.php?co=artyk&id_artyk=765

Piśmiennictwo:

  1. H. Biegeleisen: Lecznictwo ludowe. Kraków 1929.
  2. Z. Libera: Medycyna ludowa. Wrocław 1995.
  3. A. Paluch: Zerwij ziele z dziewięciu miedz. Wrocław 1989.
  4. M. Henslowa: Rośliny dziko rosnące w kulturze ludu polskiego. Wrocław 1962.
  5. D. Tylkowa: Wiedza ludowa (w:) Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 2. Wrocław 1969.
  6. A. Paluch: Świat roślin w tradycyjnych praktykach leczniczych wsi polskiej. Wrocław 1984.
  7. K. Moszyński: Kultura ludowa Słowian, t. 2. W-wa 1967.
  8. J. Świątek: Liczby 3 i 9 w mitach, wyobrażeniach, mistycznych praktykach i zwyczajach ludowych. Lud, 1905.
  9. H. Oskulska: Ziołolecznictwo ludowe w dawnej i współczesnej kulturze regionu łódzkiego (praca magisterska pod kierunkiem K. Hanisz). Łódź 1999.
  10. D. Tylkowa: Lecznictwo ludowe (w:) Podhale. Tradycja we współczesnej kulturze wsi pod red. D. Tylkowej. Kraków 2000.
  11. Z. Gloger: Rok polski w życiu tradycji i pieśni. W-wa 1900.
  12. K. Kwaśniewicz: Zwyczaje doroczne (w:) Podhale. Tradycja we współczesnej kulturze wsi pod red. D. Tylkowej. Kraków 2000.

hu hu


You were the Owl. Graceful, quiet, and majestic, you glide silently through the night. You are self sufficient, independent, and make the most of everything around you. You are not very picky about what you like, and when you love something, it will be forever. You would make a wonderful parent, but in no way would you spoil your children; they would be taught how to look after themselves. You are a symbol of guidance.

na wiatr na zaburzenia na polkość na rzeczywistość na raka na sen na przetrwanie na deszcz

  



I wtedy – wreszcie zobaczyłem Dolinę Wiśni. Ach, jak w niej było wszędzie biało od kwiatów! Była biała i zielona – od wiśniowych kwiatów i zielonej, bardzo zielonej, trawy. Przez tę zieleń i biel płynęła rzeka jak srebrna wstążka. […] Dolinę Wiśni otaczały wysokie góry, i to też było piękne. Z ich stromych stoków spływały ku dolinie potoki i wodospady, radośnie rozśpiewane, bo przecież mieliśmy wiosnę. I powietrze było jakieś niezwykłe. Takie czyste i dobre, że miało się ochotę je pić.

a.l.


przymierza się do publikacji siebie
czarująca, wyssana chorobą, miękka
ciepła, wpisana w temat główny
nurtem lewego dopływu kręgosłupa





w nocy przyszły kury, w szponach trzymały pudełka pękate 
czerwone i fioletowe pudełka emocji
od zarania dziejów zacieśniających szparę w gardle
niewytłumaczalnych przez amerykańskich naukowców
ni japońskich 
szklankę wody z cytryną poproszę
i czekoladę z pestkami z psa


wróciłam



Manawee




Był sobie młodzieniec, który zalecał się do dwóch sióstr bliźniaczek.
Jednak ich ojciec powiedział:
— Nie dostaniesz ich za żony, dopóki nie odgadniesz ich imion.
Manawee myślał i myślał, zgadywał i zgadywał, ale nie odgadł imion
sióstr. Ich ojciec potrząsał tylko głowa i za ka dym razem odsyłał
Manawee z niczym.
Pewnego dnia, idąc z wizyta do sióstr, Manawee zabrał ze sobą
swego małego psa, który od razu zauwa żył, ż e jedna z sióstr jest piękniejsza
ni druga, druga zaś słodsza ni pierwsza. I choć żadna z nich
nie posiadała wszelkich cnót, obie piesek polubił, bo dawały mu smakołyki
i uśmiechały mu się prosto w oczy.
Tego dnia Manawee znowu nie odgadł imion dziewcząt i cięż kim
krokiem wracał do domu. Ale jego piesek pobiegł z powrotem do chaty
młodych kobiet. Przytknął ucho do jednej ze ścian i usłyszał, jak siostry
chichocząc, rozmawiają o Manawee, jaki jest przystojny i męski. Piesek
usłyszał, jak zwracają się do siebie po imieniu, i ile sił w nogach pobiegł
do swego pana, by mu to powiedzieć.
Jednak niedaleko ście żki, która wracał, lew porzucił wielka kość
z mięsem; pies zwęszył ja natychmiast. Nie zastanawiając się, dał nura
w zarośla i rzucił się na kość. Uszczęśliwiony zaczął ja lizać i tarmosić,
aż wylizał ja do czysta. Dopiero wtedy przypomniał sobie o swym
zadaniu, ale niestety, całkiem zapomniał imiona młodych kobiet.
Ruszył więc z powrotem do chaty sióstr. Nastała już noc, dziewczyny
nacierały ręce i nogi wonnym olejkiem. Wyglądało na to, że przygotowują
się na jakaś uroczystość. Znowu mały piesek usłyszał, jak mówią
do siebie po imieniu. A podskoczył z radości i pędem pobiegł do
chaty Manawee, kiedy z zarośli dobiegł go zapach śwież ej gałki muszkatołowej.
A trzeba wiedzieć, że dla naszego pieska nie było większego przysmaku
ni gałka muszkatołowa. Bez namysłu wiec zboczył ze ście żki
i popędził w busz, gdzie na drewnianym balu le żał pieczony pasztet.
Wkrótce nic z niego nie zostało, a piesek pachniał gałką muszkatołową.
Z pełnym brzuchem ruszył do domu, próbując sobie przypomnieć imiona
bliźniaczek, ale na próżno, bo znowu je zapomniał.
Po raz trzeci wiec zawrócił do ich chaty. Tym razem zobaczył, ż e
przygotowują się do wesela.
— O nie! — pomyślał piesek — za chwilę będzie za późno!
I kiedy siostry znowu wymieniły swoje imiona, zapamiętał je dobrze
i pospieszył do swego pana, postanawiając, ż e nic mu ju nie przeszkodzi
w zaniesieniu tej cennej wiadomości Manawee.
Na drodze le żało śwież o ubite zwierzę, ale pies przeskoczył je, nawet
się nie zatrzymując. Przez chwile zdało mu się, e w powietrzu unosi się
zapach gałki muszkatołowej, ale nie zważ ajac na to, biegł dalej do domu,
do swego pana. Nie spodziewał się tylko, że z ciemności lasu wyskoczy
na niego nieznajomy człowiek, złapie go za szyję i potrząśnie z całej
siły.
Tak się właśnie stało, a obcy człowiek cały czas krzyczał:
— Powiedz mi ich imiona! Mów, jak się nazywają te dwie młódki,
żebym mógł je zdobyć!
Zdawało się pieskowi, że padnie bez życia, tak silny był uścisk pieści
wokół jego szyi, ale walczył dzielnie. Warczał, drapał, kopał i wreszcie
ugryzł napastnika w rękę zębami ostrymi jak osy. Nieznajomy zawył jak
bawół, ale piesek nie puszczał. Człowiek wbiegł do buszu z małym
pieskiem zwisającym mu u reki.
— Puść, puść mnie, piesku, to ja te dam ci spokój — prosił
nieznajomy.
A pies zawarczał przez zęby:
— Nie waż się tu wracać, bo nie doczekasz poranka.
Nieznajomy uciekł do buszu, jęcząc i trzymając się za obolała dłoń.
A mały piesek pospieszył do swego pana, Manawee.

I mimo że broczył krwią i szczeki go bolały, imiona dziewcząt pozostały
w jego pamięci. Rozpromieniony pokuśtykał do Manawee. Ten delikatnie
obmył mu rany, a piesek opowiedział mu cała historie i wyjawił
imiona sióstr. Manawee pobiegł ile sił do wioski, w której mieszkały; na
ramionach niósł pieska, którego uszy powiewały jak dwa końskie ogony.
Kiedy wypowiedział przed ojcem imiona obu córek, bliźniaczki
przyjęły go całkowicie ubrane do drogi; w istocie cały czas na niego
czekały. Tak to Manawee zdobył dwie najpiękniejsze dziewice w nadrzecznej
krainie. I wszyscy czworo, siostry, Manawee i mały piesek żyli
długo i szczęśliwie.
Krik-krak, krik-krak,
To było właśnie tak.

helga



Imię: Helga.
Zdrobnienie: Helka, Hela, Henia, Ela ew. Halina.
Pochodzenie: Germańskie.
Imieniny: 14 stycznia.
Zodiak: Trygon Żywiołu Powietrza Waga.
Planeta: Wenus bogini miłości i piękna.
Kamień: Opal napełnia spokojem, chroni przed wzburzeniem.
Totem: Totem Kruka z Klan Żółwia.


Helga to imię żeńskie pochodzenia germańskiego. Wschodniosłowiańskim przekształceniem imienia Helga jest Olga. Znaczeniem i energia tego imienia wprowadza w życie szczególne poczucie równowagi, harmonii, miłości i prawdy. Symbolizuje natchnienie i pomysły pojawiające się w naszym umyśle w chwilach relaksu, odprężenia i wewnętrznej harmonii. Liczba opisująca to imię przypomina również swoim znaczeniem o konieczności wybaczania, które łatwiej przychodzą nam właśnie w lżejszych stanach świadomości. Symbolika imienia jest wyraźna i przypomina, że każdy z nas ma w sobie potencjał, aby zmienić coś w otaczającym nas świecie na lepsze, daje szanse kontroli nad własnym losem. Imię to symbolizuje równowagę, porządek i sprawiedliwość. A to oznacza, że posiadacz imienia jest aktywny, wyrozumiały, zgodny, ceni piękno i harmonię. Jest też dyplomatyczny, wytworny i bardzo towarzyski. Brzmienie imienia współbrzmi z znakami rozpoczynającymi pory roku symbolizuje energię żywiołu w ruchu i znaki do niej należące są związane z inicjacją nowego działania lub przedsięwzięcia. Związane są również z przywództwem i trudnościami w ukończeniu rozpoczętych działań. Jakość ta reprezentuje żywioł w całej swej sile i okazałości. Znaki należące do tej jakości to znaki rozpoczynające nowe pory roku. Energia żywiołu w tych znakach jest energią zapoczątkowującą coś nowego??.
Patronujący nad imieniem żywioł to Powietrze…….
Żywioł Powietrza to najbardziej eteryczny z żywiołów, najmniej materialny, bardziej związanym z ludzką świadomością niż z nim samym, utożsamiany z ulotnym powiewem wiatru, z wolnością i to zarówno fizyczną jak i duchową, związany z wiedzą o tajemnicach ludzkiego życia i mądrością świata nadzmysłowego……
Dominującą planetą patronującą nad imieniem jest Wenus….
Wenus bogini miłości i piękna. W astrologii Wenus rządzi przyjemnością, towarzyskością, sztuką i zdobnictwem. Jej wpływ skłania także ku dogadzaniu sobie i zamiłowaniu do luksusu……
Pomyślny dzień dla posiadaczy tego imienia to Piątek…..
Urodzeni w piątek piątkowe dzieci są bogate, szarmanckie, uzdolnione artystycznie, zręcznie obchodzą się z ludźmi. Ich szczególną cechą jest wybitna intuicja, toteż najczęściej nie mylą się w swych przeczuciach……
Szczęśliwy kamień dla posiadaczy tego imienia to Opal…..
Opal to bladoniebieski kamień z zielonymi i złotymi plamkami. Hindusi nadali mu Boską moc i nazwali "Drogocennym Kamieniem". Opal napełnia spokojem, chroni przed wzburzeniem, melancholią, pobudza zdolności umysłowe, pozytywnie wpływa na koncentracje, wzmaga Bystrość umysłu?, uspokaja i pozwala realizować swoje wzniosłe zamierzenia. Potrafi niwelować nasze słabości umysłowe. Leczniczo chroni przed infekcjami, wzmacnia serce, poprawia wzrok, pomaga przy schorzeniach przewodu pokarmowego, wątroby, żołądka i jelit……
Jako Kamień Mocy ożywia i stymuluje właściwości wszystkich czakr, a dzięki temu otwiera ogólną świadomość…..

Kolor najlepiej harmonizujący z brzmieniem imienia to Niebieski……
Energia koloru Niebieskiego wycisza i regeneruje system nerwowy. Kolor niebieski to kolor marzycieli, oddanych ideałom wolności i niezależności, daje poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Energia tego koloru na tyle uspokaja nasz organizm, że jest to najlepszy kolor do sypialni zapewnia poczucie bezpieczeństwa, wycisza i uspokaja……


Indiańskim Patronem Imienia jest Totem Kruka z Klan Żółwia……
Ten inteligentny ptak z wielkim dziobem i mocnymi nogami potrafi znaleźć się w każdej sytuacji. W poszukiwaniu pokarmu nie wyrusza w pojedynkę, zawsze towarzyszy mu spora gromadka współplemieńców. Urodzeni w totemie Kruka cenią sobie towarzystwo i przyjazne otoczenie. Są stale w ruchu, pracuje jednocześnie ich ciało i intelekt. W związku z tym są oni pełni genialnych pomysłów, którymi potrafią w niekonwencjonalny sposób zainteresować otoczenie. Kruki kochają wszelkie zmiany, ale zawsze muszą one harmonijnie współgrać z otoczeniem. Posiadają również silne poczucie sprawiedliwości, co czyni ich zazwyczaj idealnymi negocjatorami w spornych sprawach……

(...)