zatrzymajmy się, zatańczymy dwa tańce w koronach drzew
w kolorach snów o cierpliwości, pokoju, dostojnej sile zwykłych chwil
zatrzymajmy się, popatrzmy w siebie wirujesz ty wiruję ja
w bezmiarze potęg miłości
spadamy ze świata
bezdotykowa wieczność (ciąg dalszy)
bezmiar tęsknot i wyrzeczeń
kiedyś będę szyszką, a ty mchem
nienazwane brzmi lepiej, lepiej smakuje
nierzeczywistość pulsuje wrotyczem
spiłam wszystkie twoje patogeny
z kubka w kropki z akacji i róż
wdzięczę się do siebie, zapadam w sen
nienasycenie, za dużo mnie we mnie, by osłonić serce
mierzę każdy gest, każde słowo, każde oczu mgnienie, ognia dar
obracam kule ciemnej drogi w koniec świata, smak wściekłego ego
niewiele wielkich słów w korowodzie namiętności
tak samo pragnę, jak i ty
widzę cię, migasz mi, śledzę każdy ruch
w utęsknieniu czekam, jak i ty czekałeś
nadrobimy, obiecałeś
https://www.youtube.com/watch?v=PDJPpG8e4n4
kiedyś będę szyszką, a ty mchem
nienazwane brzmi lepiej, lepiej smakuje
nierzeczywistość pulsuje wrotyczem
spiłam wszystkie twoje patogeny
z kubka w kropki z akacji i róż
wdzięczę się do siebie, zapadam w sen
nienasycenie, za dużo mnie we mnie, by osłonić serce
mierzę każdy gest, każde słowo, każde oczu mgnienie, ognia dar
obracam kule ciemnej drogi w koniec świata, smak wściekłego ego
niewiele wielkich słów w korowodzie namiętności
tak samo pragnę, jak i ty
widzę cię, migasz mi, śledzę każdy ruch
w utęsknieniu czekam, jak i ty czekałeś
nadrobimy, obiecałeś
https://www.youtube.com/watch?v=PDJPpG8e4n4
burzowa pełnia
dotykiem przeszłości kiedy stworzono mnie z twego żebra
kiedy mamiłam cię już w łonie świata trującymi owocami
gdy kochałeś obłędnie spuszczałeś kwas na twarz zabijałeś honorowo
gdy kołysałeś moje dziecięce serce tuliłeś do lepszego snu
zjadłabym cię zalizała zadusiła z pożądania
wściekle drąc się dziko rycząc nawołując wniebogłosy
polewałabym cię sokiem z serca maku i piołunu
ssałabym twe usta oczy a ze zmarszczek piła sny
spływam ostrą krwią czerwone mazy kwitną wkoło
kiedy mamiłam cię już w łonie świata trującymi owocami
gdy kochałeś obłędnie spuszczałeś kwas na twarz zabijałeś honorowo
gdy kołysałeś moje dziecięce serce tuliłeś do lepszego snu
zjadłabym cię zalizała zadusiła z pożądania
wściekle drąc się dziko rycząc nawołując wniebogłosy
polewałabym cię sokiem z serca maku i piołunu
ssałabym twe usta oczy a ze zmarszczek piła sny
spływam ostrą krwią czerwone mazy kwitną wkoło
analiza vs diagnoza
do boga wzdycha się wieczorami, maluje się go kolorami bez nazwy
jest silny, po przejściach, macerował się długo
patrzy, podziwia, słucha, ideał po terapii
bóg nosi bluzę z kapturem. boski typ luźny
i okulary. boski typ wie
bóg daje siłę i moc, pozwala być sobą lepszą, pozwala się lubić
prowokuje, by odzyskać szósty zmysł
depozytariusz doświadczenia
do boga wzdycha się wieczorami, wekuje go z truskawkami
idealny bóg ma prawo jazdy i oczy pod pachami
mózg w brzuchu, jak u Lema, mutacja życia tu i teraz
do boga woła się w owulację, tkanka podskórna łypie na boga
tyka zegar ciała, zmarszczki na kolanach, promienie rozstępów
siedzieliśmy cicho, ja zbierałam korzenie, on polował z dzidą
szybko się rozwinęliśmy, opanowaliśmy niechcący planetę
jest silny, po przejściach, macerował się długo
patrzy, podziwia, słucha, ideał po terapii
bóg nosi bluzę z kapturem. boski typ luźny
i okulary. boski typ wie
bóg daje siłę i moc, pozwala być sobą lepszą, pozwala się lubić
prowokuje, by odzyskać szósty zmysł
depozytariusz doświadczenia
do boga wzdycha się wieczorami, wekuje go z truskawkami
idealny bóg ma prawo jazdy i oczy pod pachami
mózg w brzuchu, jak u Lema, mutacja życia tu i teraz
do boga woła się w owulację, tkanka podskórna łypie na boga
tyka zegar ciała, zmarszczki na kolanach, promienie rozstępów
siedzieliśmy cicho, ja zbierałam korzenie, on polował z dzidą
szybko się rozwinęliśmy, opanowaliśmy niechcący planetę
Kto używa doktory to zawsze chory
Ziołolecznictwo w medycynie ludowej cz. I
dr farm. Katarzyna Hanisz
Zdrowie i choroba, przyczyny występujących
dolegliwości, zapobieganie im i leczenie należą do problemów, jakie
towarzyszyły ludności wiejskiej od najdawniejszych czasów. Tradycyjna
medycyna ludowa była zawsze silnie związana z wiedzą empiryczną, a
zarazem z przekonaniami religijnymi i magią.
Praktyki o tym charakterze umacniały wiarę w skuteczność zabiegów leczniczych i podawanych leków. Według K. Moszyńskiego, jednego z najbardziej znanych polskich etnografów, medycyna ludowa to "istny węzeł gordyjski, w którym najzawilej splątane są ze sobą technika, wierzenia, czy w ogóle typowe przejawy religijnego życia, a który mimo to stanowi w obrębie ludowej kultury charakterystyczną całość".
Ziołolecznictwo ludowe jest elementem tej całości i tylko tak można je rozpatrywać. W tradycyjnej rodzinie wiejskiej przyczynę chorób upatrywano w dopuście bożym, urokach, przekleństwie i przelęknieniu. Wiele chorób powodował "zły", diabeł i urok. Zgodnie z rozumowaniem ludowym, choroby dziecięce były wywoływane przez wiatr, robaki, złe oko, czarownice. W przypadku wystąpienia jakiejś niedomogi zazwyczaj podejmowano samoleczenie, a gdy to nie odnosiło należytego skutku, szukano pomocy w najbliższej rodzinie, u sąsiadów i znachorów. Korzystanie z usług medycyny oficjalnej utrudnione było zarówno warunkami środowiskowymi, jak i finansowymi. Ludność wiejska najczęściej nie miała odpowiednich środków na opłacenie wizyty u lekarza i zakup leków w aptece. Sytuację tę pogarszały duże odległości siedzib wiejskich od miast i większych miasteczek oraz trudności komunikacyjne. Nie zawsze wierzono też w pozytywny skutek kontaktu z lekarzem. Nie należał on do kręgu "swoich". Był "obcy", a więc niegodny zaufania. Istniało wiele przysłów i porzekadeł dotyczących lekarzy, na przykład: "Kto używa doktory to zawsze chory". "Ten najlepszy doktor co się sam uleczy". "Jak choremu przeznaczone żyć, to bez lekarza będzie żył". Do znachorów lud wiejski miał stosunek dwojaki. Szanowano i ceniono uzdrowicieli za posiadaną wiedzę, ale ze względu na ich kontakty z siłami demonicznymi i znajomość magii bardzo się ich obawiano. Kobiety wiejskie, znachory, guślarze nigdy nie zdradzali tajemnic uzdrawiania ani rodzaju ziół, jakimi leczyli. Dopiero pod koniec życia przekazywali swoją wiedzę jednej wybranej osobie. Środki lecznicze, według rozumowania ludowego, dzieliły się na właściwe (materialne), czyli zioła i ich przetwory, preparaty pochodzenia zwierzęcego i mineralnego oraz mistyczne (odczynianie uroków, zażegnywanie choroby). Często korzystano z kilku sposobów leczenia jednocześnie, ale zawsze towarzyszyły im zioła. Ich pozyskiwaniem trudniły się starsze kobiety-zielarki.
W terapii stosowano rośliny dziko rosnące, drzewa, krzewy lasów i pól. Niekiedy hodowano je w przydomowych ogródkach lub nawet w doniczkach. Zazwyczaj zbierano nadziemne części roślin, często w okresie ich kwitnienia (dziurawiec, dzika róża, żywokost). Wykorzystywano także liście (babka zwyczajna), owoce (bez czarny), nasiona (len), korzenie (arcydzięgiel), korę (kruszyna), gałązki (jemioła), pączki (sosna), soki (brzoza, mak, jaskółcze ziele). Pozyskany surowiec przetwarzano - suszono, wykorzystywano do wyrobu maści (z tłuszczami zwierzęcymi) lub mieszano z miodem, woskiem, żywicą, sporządzano napary, wywary, wyciągi alkoholowe, syropy. Zawsze przestrzegano zaleceń, aby ziół nie suszyć na słońcu, gdyż słońce "wyciąga właściwości lecznicze". Najczęściej suszono je w szopach lub na strychach. Zazwyczaj sporządzano lek z jednego gatunku ziół, rzadko przygotowywano mieszanki ziołowe. Według K. Moszyńskiego do najbardziej popularnych ludowych roślin leczniczych należą: krwawnik i bylica (przeciw krwawieniu), jemioła (przeciw kołtunowi), rozchodnik (przeciw brodawkom), ślaz (przeciw kaszlowi), kopytnik (na choroby nerek i uszu), piołun (na apetyt), szałwia (o właściwościach uniwersalnych). Zastosowanie lecznicze znalazły także warzywa: rzepa, buraki, ziemniaki, pietruszka, zboża, czosnek i cebula. Najwięcej chorób leczono czosnkiem, który stosowano wewnętrznie i zewnętrznie. Zażywany codziennie obniżał ciśnienie tętnicze krwi, natomiast mieszany z gorącym mlekiem był pomocny w nieżytach dróg oddechowych. Z pokrojonej cebuli wymieszanej z cukrem przygotowywano syrop na kaszel. Wywar z korzenia pietruszki miał zastosowanie w dolegliwościach pęcherza i nerek, sokiem z buraków płukano chore gardło, na które robiono też okłady z gotowanych ziemniaków. Do celów leczniczych wykorzystywano płody leśne, takie jak: czarna borówka (przy biegunkach), malina (przeciw przeziębieniom), poziomka (na rany i oparzenia). Świat roślin spełniał istotną rolę w lecznictwie ludowym, a wymienione surowce i ich zastosowanie stanowią tylko nieliczne tego przykłady.
Ziołolecznictwo w medycynie ludowej, cz. II Fitoterapia magiczna
dr farm. Katarzyna Hanisz
Gwarancją sukcesu w dawnym lecznictwie ludowym
była magia słowa oraz towarzyszące czynności, podejmowane we właściwym
miejscu i czasie. Dotyczyło to zarówno przeprowadzanych zabiegów i
kuracji, jak również pozyskiwania środków leczniczych.
Zioła zbierano na miedzach, przy rozstajnych drogach, kapliczkach, krzyżach. Istniała tam granica sacrum-profanum i zdobyty w tych miejscach surowiec leczniczy miał szczególnie silną moc i oddziaływanie. Mech zbierano tylko z krzyży lub figur (nigdy z kamieni). Na Podlasiu obowiązywała zasada zdejmowania mchu aż z pięciu krzyży. Kapliczki i krzyże stawiano na granicach wsi i stąd ich sakralno-magiczna rola, jako miejsca osobliwego. Podobnie było z miedzami, płotami, ścianami domów, oknami. Przekonanie, że zioła zbierane na tych liniach demarkacyjnych mają szczególną wartość leczniczą długo utrzymywało się w kulturze ludowej, jako pozostałość wiary w funkcję przestrzeni. Mniejsze znaczenie miało miejsce przechowywania, przyrządzania i stosowania leków. Wszystkie zabiegi lecznicze przeprowadzano z reguły w domu chorego, często niedaleko pieca. Niekiedy wyznaczano inne miejsca terapii. I tak w przypadku leczenia febry należało stanąć przy topoli, a likwidując brodawki ziarnem grochu stawano przy studni, wykorzystując przy tym magiczną rolę wody w oczyszczaniu organizmu. Oprócz przestrzeni, ważną rolę w ziołolecznictwie ludowym pełnił element czasu. Zioła pozyskiwano głównie rano - przed wschodem słońca, z rosą i zawsze tylko do południa. Dostrzegano zależność między kolejnymi fazami księżyca, a wartością leczniczą ziół. W wielu regionach kraju zbierano je przed pełnią księżyca, bo wówczas miały najwięcej "soków". W kalendarzu ludowym wyznaczono najkorzystniejsze dni dla pozyskiwania roślin leczniczych. Są to wigilie niektórych świąt kościelnych - Św. Wojciecha (23 kwietnia), Bożego Ciała (termin ruchomy), św. Jana Chrzciciela (24 czerwca), św. Piotra i Pawła (29 czerwca), Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia). Ludowa wiara w moc ziół zebranych w te szczególne dni opierała się na tzw. myśleniu magicznym. Podział na odcinki czasowe wiązano też z obserwacją przyrody. Do dzisiaj przetrwała na wsi wiara, że najlepsze są zioła majowe, gdyż miesiąc ten poświęcony jest Matce Boskiej. Jest to również najwłaściwsza pora do zbierania ziół z uwagi na ich powszechne kwitnienie. Czas miał też duże znaczenie w kuracji. Zabiegi lecznicze przeprowadzano najczęściej przy wschodzie i zachodzie słońca. Budzenie się dnia i zapadanie zmierzchu traktowano jako momenty przełomowe, graniczne, z którymi wiązano najwięcej nadziei. Wierzono, że właśnie wtedy odbywa się walka dobra ze złem, a tym samym symboliczne zmaganie się choroby ze zdrowiem. W terapii magicznej niezwykle ważną rolę odgrywały wskazania ilościowe. Przeważnie były to liczby nieparzyste, najczęściej liczba trzy podnoszona do drugiej potęgi - "wziąć trzy pędy ze słodkiej gruszy", "odmówić zdrowaśkę trzy razy", "kąpać chorego na suchoty w wodzie zebranej z dziewięciu potoków", "dziecko kąpać z dziewięcioma osikowymi kołkami". Niektórym roślinom leczniczym nadawano nazwy pochodzące od liczb nieparzystych: dziewięćsił (oset górski), dziewięciornik (dziewanna), pięć żyłek (babka szerokolistna). W kulturze ludowej liczby te oznaczały zmianę, przejście, metamorfozę. W zabiegach leczniczych wyrażały one intencję, aby chory człowiek wyzdrowiał, uwolnił się od swoich dolegliwości.
Zioła sakralne
W medycynie ludowej wykorzystywano także rośliny, które uprzednio zostały poświęcone w kościele. W święto Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego) święcono duże świece Đ gromnice, owinięte w len. Kawałki poświęconego lnu wykorzystywano w leczeniu róży i owrzodzeń. Obwiązywano nim również dzieci, chore z "przelęknienia". W Niedzielę Palmową święcono tzw. palmy, ułożone z gałązek wierzby, tataraku, jałowca, barwinka i widlaka. Poświęconymi gałązkami wierzby symbolicznie uderzano się w Wielkanocny Poniedziałek, przekazując sobie w ten sposób jej żywotność. Do dzisiaj ten zwyczaj zachował się na Kaszubach i jest praktykowany zamiast wzajemnego polewania się wodą. Wierzbowe "baźki", inaczej "kotki" wykorzystywano natomiast przez cały rok, jako lek przeciw bólowi gardła. Często funkcje i znaczenie roślin z wielkanocnej palmy były znacznie szersze i dotyczyły zabiegów zabezpieczających ludzi i zwierzęta przed "złym". Ochraniały one przed piorunem, rzucanymi urokami, gwarantowały dobre plony. Wkładano je w podwaliny domu, do worków z ziarnem siewnym, a nawet do trumny. W Wielką Sobotę święcono potrawy, ogień i wodę. Rytualny ogień wzniecano z ciernistych gałązek głogu i tarniny. Opalone gałęzie stosowano przy bólach zębów. W oktawę Bożego Ciała kobiety święciły wianki uwite z różnych ziół, kwiatów i gałązek. Poświęcone wianki przechowywano w drewnianych skrzyniach lub wieszano przy drzwiach wejściowych do izby i w razie potrzeby wykruszano odpowiednie zioła. Najczęściej były to: macierzanka, ruta, melisa, rumianek, krwawnik, maruna, barwinek. Sięgano po nie przy różnych bólach: zębów, uszu, gardła, brzucha, kobiecych, porodowych, a także w przypadku wrzodów, guzów, krzywicy.
Matki Boskiej Zielnej
W najważniejszy dzień cyklu obrzędowego Đ święto Matki Boskiej Zielnej święcono bukiety, ułożone z jak największej ilości rozmaitych roślin, zarówno tych uprawianych w polu i ogrodzie, jak też dziko rosnących. Zasuszonym roślinom, wchodzącym w skład poświęconego bukietu przypisywano szczególne właściwości lecznicze. Podawano je zależnie od potrzeb, podyktowanych konkretną dolegliwością. Poświęconym ziołom nadawano nazwy, pochodzące najczęściej od imion świętych. Miało to wzmocnić ich wartość terapeutyczną. Wiele z nich dotrwało do dzisiaj, na przykład: klucze św. Piotra (pierwiosnek), pas św. Jana (widłak), warkocze Matki Boskiej (dziewanna), dzwonki Matki Boskiej (dziurawiec), liście Pana Boga (glistnik). Współczesne przemiany w życiu wsi zmieniły charakter lecznictwa ludowego. Powszechna znajomość medycyny oficjalnej nie wyparła jednak całkowicie ze świadomości wiejskich społeczności treści tradycyjnych. Niektóre z dawniejszych praktyk leczniczych bywają nadal stosowane, inne zostały zachowane w pamięci, a tylko część z nich uległa całkowitemu zapomnieniu.
Dr farm. Katarzyna Hanisz Katedra Historii Medycyny i Farmacji AM w Łodzi
I - http://bez-recepty.pgf.com.pl/index.php?co=artyk&id_artyk=782
II - http://bez-recepty.pgf.com.pl/index.php?co=artyk&id_artyk=765
Piśmiennictwo:
- H. Biegeleisen: Lecznictwo ludowe. Kraków 1929.
- Z. Libera: Medycyna ludowa. Wrocław 1995.
- A. Paluch: Zerwij ziele z dziewięciu miedz. Wrocław 1989.
- M. Henslowa: Rośliny dziko rosnące w kulturze ludu polskiego. Wrocław 1962.
- D. Tylkowa: Wiedza ludowa (w:) Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 2. Wrocław 1969.
- A. Paluch: Świat roślin w tradycyjnych praktykach leczniczych wsi polskiej. Wrocław 1984.
- K. Moszyński: Kultura ludowa Słowian, t. 2. W-wa 1967.
- J. Świątek: Liczby 3 i 9 w mitach, wyobrażeniach, mistycznych praktykach i zwyczajach ludowych. Lud, 1905.
- H. Oskulska: Ziołolecznictwo ludowe w dawnej i współczesnej
kulturze regionu łódzkiego (praca magisterska pod kierunkiem K. Hanisz).
Łódź 1999.
- D. Tylkowa: Lecznictwo ludowe (w:) Podhale. Tradycja we współczesnej kulturze wsi pod red. D. Tylkowej. Kraków 2000.
- Z. Gloger: Rok polski w życiu tradycji i pieśni. W-wa 1900.
- K. Kwaśniewicz: Zwyczaje doroczne (w:) Podhale. Tradycja we współczesnej kulturze wsi pod red. D. Tylkowej. Kraków 2000.
słowa też gwałcą
internetowe bezmózgowie. puste i zbyt małe główki na rozum
pseudo-hodowla ludzi. zakład betoniarski. ludzie to pomyłka
przykro mi boże żeś sobie nas takich ulepił
dobrze że jeszcze mam gdzie przedawkować zieleń
dobrze że jeszcze mam z kim oddychać powietrzem
pseudo-hodowla ludzi. zakład betoniarski. ludzie to pomyłka
przykro mi boże żeś sobie nas takich ulepił
dobrze że jeszcze mam gdzie przedawkować zieleń
dobrze że jeszcze mam z kim oddychać powietrzem
marcowanie
a co by było gdyby
okazało się, że ja
jestem kimś całkiem innym
niż myślisz, że mnie znasz
to będzie refren nowej piosenki
o miłości
przyszedł czas na pisanie harlekinów na znoszenie ciepłych cierpliwych jaj
wtrącam się między wódkę a zakąskę, bo wódka to świat, a zakąska to ja
usłyszałam o sobie tyle złych słów z twych ust, nie zostawiają złudzeń
przeglądam się w twojej mgle jest jak w telewizji, polski o miłości smutny film
stopy parzą mnie, dłonie w stawach więdną
rany lepią się, brud przywarł, woda utleniona utleniła moc
tak boli serce, ktoś ostatnio powiedział, że od tego można umrzeć
ja nie umrę, ja z miłości nie umrę, bo nie wiem co to jest
okazało się, że ja
jestem kimś całkiem innym
niż myślisz, że mnie znasz
to będzie refren nowej piosenki
o miłości
przyszedł czas na pisanie harlekinów na znoszenie ciepłych cierpliwych jaj
wtrącam się między wódkę a zakąskę, bo wódka to świat, a zakąska to ja
usłyszałam o sobie tyle złych słów z twych ust, nie zostawiają złudzeń
przeglądam się w twojej mgle jest jak w telewizji, polski o miłości smutny film
stopy parzą mnie, dłonie w stawach więdną
rany lepią się, brud przywarł, woda utleniona utleniła moc
tak boli serce, ktoś ostatnio powiedział, że od tego można umrzeć
ja nie umrę, ja z miłości nie umrę, bo nie wiem co to jest
wędzarnia
księżyc znów w rybie,
śniło mi się, że pisałam. pisałam dużo, wspierana przez współpasażerki
pisałam co się czuje co się wie
i przez otwarte szklane drzwi wchodziłam do innego domu
spał mężczyzna żyzny brodaty w poduchach kołdrach, okrywany pieczołowicie przez panią Basię
pani Basia siedziała w kącie i nie wierzyła własnym oczom
miałam dziecko, Jasia miałam ugrzecznionego wbrew rzeczywistości wczorajszej
rozmyślam o kręgu świata i pępku
że to jedno i to samo i jest tu i jest teraz
wędzarnie zbuduję
uwędzę gruszki na zimę
śniło mi się, że pisałam. pisałam dużo, wspierana przez współpasażerki
pisałam co się czuje co się wie
i przez otwarte szklane drzwi wchodziłam do innego domu
spał mężczyzna żyzny brodaty w poduchach kołdrach, okrywany pieczołowicie przez panią Basię
pani Basia siedziała w kącie i nie wierzyła własnym oczom
miałam dziecko, Jasia miałam ugrzecznionego wbrew rzeczywistości wczorajszej
rozmyślam o kręgu świata i pępku
że to jedno i to samo i jest tu i jest teraz
wędzarnie zbuduję
uwędzę gruszki na zimę
bez tytułu
wyszarpana. zbełtana. w długach. w usprawiedliwianiu się tłumaczeniu reagowaniu z lepszą miną do gorszej gry. wyświechtana decyzjami zbyt dorosłymi jak na dziecinne żale.
życie polega na braniu czego się zapragnie, a później ponoszeniu konsekwencji. nawet jeśli pragnienia były fałszywym sygnałem wygłodniałej spełnień duszy pamiętającej gwiazdkę z nieba.
chcę być sama i nie musieć rzucać przedmiotami. rzucanie przedmiotami jest terapeutyczne. zawsze lepiej rzucić niż uderzyć.
kiedyś podejmę decyzję za prawdziwą siebie i poniosę jej konsekwencje dumnie.
ale jeszcze nie teraz, teraz się pomartwię, będę zatroskana i mizerna, wulgarna i nieopanowana, niespokojna i niemiła. zniecierpliwiona brakiem poczucia, że wszystkie prawa człowieka są dla wszystkich, w tym także dla mnie.
(tak wiem, mam lepiej niż dzieci z Somalii zakażone brudną wodą)
życie polega na braniu czego się zapragnie, a później ponoszeniu konsekwencji. nawet jeśli pragnienia były fałszywym sygnałem wygłodniałej spełnień duszy pamiętającej gwiazdkę z nieba.
chcę być sama i nie musieć rzucać przedmiotami. rzucanie przedmiotami jest terapeutyczne. zawsze lepiej rzucić niż uderzyć.
kiedyś podejmę decyzję za prawdziwą siebie i poniosę jej konsekwencje dumnie.
ale jeszcze nie teraz, teraz się pomartwię, będę zatroskana i mizerna, wulgarna i nieopanowana, niespokojna i niemiła. zniecierpliwiona brakiem poczucia, że wszystkie prawa człowieka są dla wszystkich, w tym także dla mnie.
(tak wiem, mam lepiej niż dzieci z Somalii zakażone brudną wodą)
życzenia z okazji 34. lata
obfitości dni i nocy. noce niech czytają dni, a te, strawione, niech odchodzą w niebyt. noce niech równają dni, a te, spełnione, niech znajdą się w albumie i ku przestrodze.
doświadczeń bogatych w sens.
ludzi z krwi i kości, z ciała. ludzi czujących, idących ze światłem, niebojących się cienia. ludzi z cienia czerpiących.
oczu na moc i mądrość roślin, zwierząt i dzieci. uszu na starość.
spokoju.
czasu na przyjemności.
doświadczeń bogatych w sens.
ludzi z krwi i kości, z ciała. ludzi czujących, idących ze światłem, niebojących się cienia. ludzi z cienia czerpiących.
oczu na moc i mądrość roślin, zwierząt i dzieci. uszu na starość.
spokoju.
czasu na przyjemności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















